środa, 20 listopada 2013

  I

 Koniec… Nareszcie wszystko wróci do normy, ustabilizuje się. Będą mogli wracać do szkoły i normalnego życia. Teraz wydawało się to Harry’emu takie realne. Sam nie wiedział co czuje, nagle wszystko się skończyło. Voldemort został zabity. Neville wykazał się wielką odwagą i walecznym duchem dobywając miecz i kończąc z Nagini, która była ostatnim horkruksem. To właśnie dzięki niemu Harry mógł walczyć z Tomem i położyć kres złu w świecie czarodziejów. Rozejrzał się wokół. Wszystkie twarze zwrócone były w jego stronę. Nie miał pojęcia co zrobić, jak się zachować. Owszem chciał pokonać Voldemorta, ale owładnęło nim dziwne uczucie, że po raz pierwszy w życiu kogoś zabił. Przecież wcześniej tylko oszałamiał i rzucał inne zaklęcia na osoby pokroju Riddlea, ale jeszcze nigdy nie dopuścił się tak odrażającego czynu. Zaczął się nawet zastanawiać, co powiedziałby mu Dumbledore, ale z rozmyśleń wyrwały go nagłe i ogłuszające krzyki zwycięzców Hogwartu i przerażonych śmierciorzerców. Ginny, Hermiona i Ron już biegli ku niemu z szerokimi uśmiechami na twarzy, Hermiona płakała, ale były to chyba łzy szczęścia niż goryczy.       
– Harry, Harry! Ty skończony kretynie! – wołał Ron. – Jak mogłeś nas tak przestraszyć!    – Ron! Nie wrzeszcz na niego, nie widzisz, że jest w szoku. – Odpowiedziała Hermiona. Natomiast Ginny od razu rzuciła mu się na szyję i obdarzyła głębokim pocałunkiem.         
– Ykhmmm… khmm… khmm… – Ron przerwał im tą miłą chwilę. Zazdrosny brat nie mógł się przyzwyczaić do tego, iż jego młodsza siostra ma chłopaka, nawet jeśli był nim jego najlepszy przyjaciel Harry.  – Może przerwiecie tą jakże cudowną scenkę? Lepiej chodźmy odnaleźć resztę rodziny. 
– Jasne. – Bez krępacji odpowiedziała Ginny.
Skierowali się więc w stronę Hogwartu, a gdy weszli do środka, ukazał im się przerażający widok. Wszystkie ściany były powyszczerbiane, filary połamane, przez sufit prześwitywało słońce, a obrazy, zbroje i inne zdobiące gołe korytarze szkoły dekoracje zniszczone,  prawie nieodnawialnie. Najgorszy jednak był widok ludzi zgromadzonych w małych grupkach wokół ciał leżących na podłodze rannych. Harry zauważył, że wiele osób płacze. Spostrzegł Parvati Patil, pochylała się nad ciałem jakiejś dziewczyny. Płakała, jej nieskazitelną skórę pokrywały czerwone plamy, łzy spływały strumieniami w dół ciała po obojczykach… Kiedy podeszli bliżej okazało się, ze nie był to kto inny, tylko jej siostra bliźniaczka Padma. Wszyscy troje spojrzeli po sobie. Parvati zdawała się ich nie zauważać. Harry zdobył się tylko na uścisk ramienia dziewczyny, zabrakło mu słów by wyrazić jak bardzo jest mu jej żal. Ginny i Hermiona rozpłakały się, a Ron stał osłupiały z wzrokiem pustym i skierowanym w stronę końca sali wejściowej. Harry bojąc się również zerknął w tamtym kierunku. Stali tam rodzice Rona, oraz jego bracia, nie mógł dostrzec ilu ich jest. Natomiast Ron najwyraźniej zauważył cos czego Harry’emu nie było dane i rzucił się biegiem w ich kierunku.
– Ron! Stój!  –  zawołał Harry i bez zastanowienia pobiegł za nim. Pociągając tym samym dziewczyny.
– Mamo, tato! – zawołał Ron będąc już na miejscu. – Bill, Charlie, Pearcy, George… – i nagle urwał.
– Fff... ff... Freeedd... – Dodała pani Weasley, zanosząc się szlochem. – Fffreeeed…
– Spokojnie Molly, tylko spokojnie – pocieszał ją pan Weasley, choć widać było, że jemu też nie jest łatwo.

George’a Fred musiał zabrać ze sobą, bo nie dawał znaku życia. Pozostali bracia zachowali kamienne twarze, i tylko na policzku Pearcy’ego widać było łzę, choć sam zapewne by się do tego nie przyznał. Harry widział tego dnia jeszcze wiele bliskich sobie osób, na które niestety musiał patrzeć raz ostatni. Był tam między innymi Lupin, Nimfadora, Colin Creevey i  jego młodszy brat. Wciąż był na siebie zły, aż rozmyślał nad ucieczką w miejsce, gdzie go nikt nie znajdzie. Chciałby odwrócić czas. Ocalić Syriusza, Dumbledore’a, Freda, Lupina, Nimfadorę, Padmę, braci Creevey’ów i całą resztę osób, które zginęły z jego winy. Nie mówiąc już o swoich rodzicach, których niestety nie zdążył poznać, a byli wspaniałymi ludźmi. To właśnie dla nich, dla poświęcenia z jakim się za niego oddali śmierci, z całych sił dążył do tego aby zniszczyć Voldemorta, a gdy mu już się to wreszcie udało, wcale nie był z siebie dumny, wręcz przeciwnie. Czuł wstyd i obrzydzenie do siebie. 



***
Byłabym Wam bardzo wdzięczna, gdybyście pozostawili po sobie komentarz, gdyż widzę, że ktoś mnie odwiedza, a komentarzy nie ma. Bardzo chciałabym znać Wasze zdanie, na temat opowiadania. Czy Wam się podoba, czy gdzieś popełniłam błędy, czy o czymś inaczej pisać i tym podobne. Naprawdę byłbym wdzięczna, za jakąkolwiek oznakę, że czytacie i warto pisać, oprócz statystyk. ;)

1 komentarz:

  1. Fajny rozdział, ładnie napisany :) Szczerze mówiąc długo czekałam na blog o Harry, Ronie i Hermionie po wojnie. Nareszcie znalazłam.
    Pozdrawiam i czekam na NN.
    http://lily-james-i-ja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń